Medycyna Regeneracyjna na Rozdrożu: Czy 'Personalizacja’ Zabija Innowację?

Medycyna Regeneracyjna na Rozdrożu: Czy 'Personalizacja' Zabija Innowację? - 1 2025

Gdy pacjent Jan nie mógł dostać na czas spersonalizowanej terapii

To była zwykła środa, kiedy do mojego gabinetu trafił Jan. Mężczyzna po pięćdziesiątce, z zaawansowaną chorobą zwyrodnieniową kolana. Obiecano mu cudowną, spersonalizowaną terapię, opartą na jego własnym materiale biologicznym. Tyle że, jak się okazało, koszt takiego leczenia przekraczał jego możliwości, a formalności – biurokracja, która przypominała przeprawę przez gąszcz papierów, była nie do przejścia. Jan słyszał o innych możliwościach, które choć mniej finezyjne, mogłyby przynieść mu ulgę już dziś, ale z różnych powodów – głównie finansowych i proceduralnych – musiał się z nimi pogodzić. Ten przypadek, choć osobisty, świetnie odzwierciedla szerszy problem: czy w pogoni za personalizacją nie zatracamy czegoś znacznie ważniejszego – dostępności i prostoty?

Trend personalizacji – czy nie hamuje rozwoju uniwersalnych rozwiązań?

Patrząc z perspektywy kilku ostatnich lat, trudno nie zauważyć, jak ogromny nacisk kładzie się na dostosowanie terapii do indywidualnych potrzeb pacjenta. Sekwencjonowanie DNA, analiza biomarkerów, tworzenie spersonalizowanych komórek – wszystko to brzmi jak przyszłość medycyny. Jednak czy aby na pewno? Z punktu widzenia nauki, rozwój tych technologii niemal eksplodował, ale równocześnie pojawiły się pytania o ich skalowalność. Koszty rosną, a dostępność – maleje. Firmy farmaceutyczne, zamiast inwestować w uniwersalne rozwiązania, skupiają się na niszowych, wysoko dochodowych terapiach. To trochę jakby próbować uszyć garnitur na miarę, podczas gdy na rynku brakuje prostych, wygodnych ubrań dla mas. W efekcie, zamiast szerokiego dostępu do skutecznych metod, mamy wyścig zbrojeń: kto ma najnowszą, najbardziej spersonalizowaną technologię, ten wygrywa.

Technologie, które miały zmienić wszystko, a zostały porzucone

Przypomnę choćby o czasach, gdy w latach 90. w laboratoriach na całym świecie trwała rewolucja w komórkach macierzystych. Wielkie nadzieje wiązano z możliwością regeneracji niemal każdej tkanki, a kliniki miały być dostępne dla każdego. Jednak z czasem okazało się, że opracowanie uniwersalnej terapii, która działałaby na każdego pacjenta, jest o wiele trudniejsze i droższe, niż pierwotnie zakładano. W tym miejscu pojawiła się moda na terapię spersonalizowaną, a finansowanie skierowano głównie na nią. Naukowcy, zamiast rozwijać uniwersalne metody, zaczęli porzucać obiecujące projekty, bo nie przynosiły one tak szybkich zysków. To jakby w ogrodzie, w którym zamiast pielęgnować różne kwiaty, wyłączyć wszystkie, oprócz kilku najbardziej ekskluzywnych i drogich. Tymczasem, w każdym dużym szpitalu wciąż można znaleźć stare, dobre metody – osocze, prosty PRP czy terapia tlenowa – które są dostępne i skuteczne, ale nie tak efektowne na papierze.

Ekonomia, etyka i wyścig z technologiami

Gdy rozmawiam z kolegami z branży, słyszę jedno: personalizacja to modny buzzword, który sprzyja inwestorom i spekulantom. Firmy farmaceutyczne, banki danych, startupy – wszyscy chcą mieć swoją część tortu. Koszty badań nad terapiami genowymi czy komórkami macierzystymi rosną, a ich produkcja staje się coraz bardziej skomplikowana. Dla przykładu, spersonalizowana terapia komórkowa może kosztować nawet kilka setek tysięcy złotych, podczas gdy prosty zabieg osoczem bogatopłytkowym kosztuje kilkaset złotych i można go wykonać w większości gabinetów. A co z etyką? Czy dostęp do zaawansowanych terapii nie stanie się przywilejem wybranych? Czy nie przyczyniamy się do pogłębiania społecznych podziałów, tworząc elitarne rozwiązania, zamiast dążyć do powszechnej dostępności?

Uniwersalne rozwiązania – czy to jeszcze możliwe?

Właśnie tutaj pojawia się pytanie, które dręczy mnie od lat: czy w ogóle można opracować uniwersalną terapię, która byłaby równie skuteczna jak ta personalizowana? Odpowiedź nie jest prosta. Z jednej strony, technologie takie jak CRISPR, które pozwalają na modyfikację genetyczną na szeroką skalę, otwierają nowe możliwości. Z drugiej, ich skuteczność i bezpieczeństwo wciąż są pod znakiem zapytania. Może warto byłoby się skupić na rozwiązaniach, które są mniej spektakularne, ale dostępne i skuteczne dla większości? Podobnie jak narzędzia wielofunkcyjne, które można zastosować w wielu sytuacjach, niezależnie od indywidualnych cech pacjenta? W końcu, czy nie lepiej inwestować w rozwój takich uniwersalnych metod, które pozwolą na leczenie większej liczby chorych, niż na coraz bardziej wyrafinowane, ale drogie i ograniczone rozwiązania?

– balans między innowacją a dostępnością

Na koniec, nie można uciec od tego, że medycyna regeneracyjna znajduje się na rozdrożu. Z jednej strony, mamy fascynujące technologie, które obiecują zrewolucjonizować nasze życie. Z drugiej – realia finansowe, etyczne i logistyczne pokazują, że nie wszystko, co najnowsze, musi być najlepsze dla każdego. Personalizacja jest ważna, ale nie może stać się barierą, która blokuje dostęp do podstawowych, skutecznych metod. Warto, aby branża poszła w kierunku równowagi – rozwijając najbardziej zaawansowane technologie, ale jednocześnie nie zapominając o prostych, dostępnych rozwiązaniach. Bo choć ekskluzywne garnitury na miarę są wyjątkowe, to nie wyobrażam sobie świata, w którym nie można kupić zwykłego, wygodnego stroju, gdy tego potrzebujemy. Czy zatem medycyna regeneracyjna nie powinna iść w kierunku, w którym innowacje służą wszystkim, a nie tylko wybranym?